wtorek, 25 czerwca 2013

*202* 1. Półmaraton Radomskiego Czerwca 76'


chleb razowy z masłem, gotowanym jajkiem, pomidorem i ogórkiem/ masłem, twarogiem i dżemem brzoskwiniowym; jagurt naturalny z truskawkami



Jak obiecałam, tak jest - relacja z 1. Półmaratonu Radomskiego Czerwca 76'. Dzisiaj trochę inaczej, subiektywnie, oczami zawodniczki, która miała okazję stanąć na podium.




Przed
Sobota.
Impreza była w niedzielę, ja do Radomia dotarłam dzień wcześniej i skorzystałam z darmowego noclegu. Wzięłam swój śpiwór, pozytywne nastawienie i w drogę. Byłam zmęczona niemiłosiernie, bo jako córka sadowników muszę wstawać wcześnie rano i zrywać truskawki. Wykończona wsiadłam do autobusu i praktycznie od razu usnęłam. 
W Radomiu dzięki uprzejmości przechodniów szybko znalazłam stadion. Odebrałam pakiet startowy i bardzo mile się zaskoczyłam, bo tak obszernego pakietu jeszcze chyba nie miałam. Szklanki, koszulka, przewodniki po Radomiu, nawet skarpetki. 
Przed 22, rozłożywszy swoje rzeczy, poszłam pobiegać na stadion. Okropnie mi się biegło, raz nawet zrobiłam długie rozciąganie w trakcie biegu, balały mnie łydki i uda. Po 30 minutach wróciłam na halę sportową, gdzie był nocleg, wykąpałam się i posmarowałam maścią nogi. Bałam się, że w niedzielę będę tak zmęczona, że w ogóle nie ukończę biegu. Szybko odgoniłam te myśli.
Niedziela.
Wyłączam szybko nastawiony na 7 rano budzik, żeby nie przeszkadzać innym, jeszcze śpiącym. Leje tak, że chyba bardziej już nie może. Siadam i czuję, jak balą mnie wszyskie mięśnie. Teraz już nic nie poradzę, wystarczy mieć nadzieję, że do 10 zakwasy się rozejdą i dam radę przyzwoicie biec. Cieszę się, że nie ma słońca, ale taka ulewa też nie nastraja optymistycznie. Czekam na Ninę, która wchodzi przemoknięta i częstuje mnie goframi. W końcu to mój taki mały przed-zawodowy rytuał, a ja w domu zdążyłam jedynie zrobić naleśniki. Czuję stres i podniecenie biegiem. Robimy rozgrzewkę, kiedy okazuje się, że start jest przesunięty z 10 na 11. Nie słyszałyśmy tego komunikatu, gdyby nie pani w łazience, pewnie stałybyśmy już przy lini startu. 
Linia startu, chwila przed biegiem: ogarnia mnie coraz większe przerażenie, czuję, jak bolą mnie nogi, mam sucho w ustach, widzę czerwono-białe balony, podskakuję nerwowo w miejscu i odliczam odruchowo razem z resztą.

W trakcie.
Biegniemy. Zaczynam wolno, biegnę, biegnę! Uśmiecham się szeroko i już wiem, że dobiegnę, czas jest na drugim miejscu, przecież biegnę! Pierwszy podbieg. Lubię je, ale co za dużo - to niezdrowo, a na trasie było ich mnóstwo. Trasa jest oznakowana pięknie - każdy kilometr wyraźnie pokazany na dwóch tabliczkach. Mijam dwa pierwsze punkty z wodą. Nie korzystam - jestem przyzwyczajona, że pierwszy taki punkt jest na piątym kilometrze. Jest i piąty kilometr. Łapię kubeczek z wodą, nie zdążam go ścisnąć, żeby zrobić "dziubek" i wlewam sobie wodę najpierw do oka, potem do nasa, a na końcu do ust. Jeden łapczywy łyk i kubeczek na ziemię. Kibice! Ile kibiców! Chyba nic tak na trasie nie motywuje jak ludzie, którzy przyszli dopingować zawodników. Biegłam uśmiechnięta, lekko, przybijałam piątki. Były kurtyny wodne - pewnie gdyby świeciło słońce, to cieszyłyby się większą popularnością, ale i tak fajnie, że były. Na 10km był pierwszy punkt odżywczy z bananami. Chciałam złapać w biegu kawałek, ale nie udało mi się, bo ja podbiegłam bliżej stołu, a pani wyszła z tacą na środek. Złapałam więc kubeczek z super słodkim i nie za dobrym izotonikiem, popiłam wodą. I nagle zrobiło się smutno - obrzeża miasta, zero ludzi, kręta doroga pełna podbiegów i zbiegów. Tutaj miałam kryzys. Biegło mi się ciężko i długo. W pewnym momencie miałam wrażenie, że w ogóle nie wbiegniemy już do miasta i druga połowa zawodów będzie w takiej aurze. 14km to już bieg po mieście. Mocny, długi podbieg. Wyprzedzam na nim kilkunastu zawodników, znów jest mi lekko, są kibice. Na 17km znów jest punkt odżywczy z bananami, tym razem łapię z tacy na stole resztki pokrojonych bananów, łapię też kubek z wodą ze stołu, bo wolontariusze nie wyrabiają się z nalewaniem. Przez ostatnie kilometry powtarzałam w głowie jak mantrę "jeszcze 4", "jeszcze 3", "jeszcze 2". Przy 18km przyspieszyłam. Moje ciało było mocno zmęczone, chciałam też odpocząć psychicznie, bo ostatnie tygodnie to ciągła pogoń i walka z czasem. 21km - widzę kątem oka tabliczkę, która przewróciła się i leży na tarwniku. Przyspieszam, za chwilę przejdę do sprintu, niech tylko wbiegnę na stadion. Jeszcze tylko okrążenie i... meta!

Po
Stoję. Chcę wody, wody! Uśmiecham się zmęczona do fotografa, który chce mi zrobić zdjęcie. Idę przed siebie, schylam głowę, zakładają mi medal. Uśmiecham się, biorę wodę, dwie butelki od razu i ląduję na murawie. Leżę tak kilka minut, oglądam medal i mrużę oczy przed słońcem, które akurat teraz wyszło. Piję wolno wodę, rozciągam się. Czuję głód, ale TIMEX przy mecie pokazuje już ponad dwie godziny, postanawiam poczekać  na Ninę. Podchodzę do lini mety, klaszcząc wbiegającym zawodnikom. Jest Nina! 
Zapomniałam o tym, że drogą sms-ową przychodzą wyniki. Uświadomiła mnie Nina. Nie myślałam podczas biegu o ewentualnej nagrodzie i podium. Potraktowałam to jak zabawę. Kiedy w telefonie zobaczyłam, że mam trzecie miejsce w K18, sprawdzałam kilka razy, bo nie mogłam uwierzyć. Ucieszyłam się bardzo, bo kto by się nie cieszył, prawda?
Poszłyśmy po makaron pobiegowy, ale nie najadłyśmy się, poprawiłyśmy naleśnikami i szczęśliwe siedziałyśmy na trybunach. 
Poczekałyśmy na dekoracje. Stanęłam na podium, dostałam puchar i 100 złotych nagrody. 


Wrócę tu za rok. Pierwsza edycja półmaratonu w Radomiu a zorganizowana naprawdę dobrze. Pakiet, oznakowania trasy. Podobało mi się bardzo :)

19 komentarzy:

  1. gratuluje;) a sniadanko bardzo aptyczne;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, jak ja kocham te wszystkie emocje i wydarzenia przed i w trakcie półmaratonu :) - zazdroszczę, muszę to jak najszybciej powtórzyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje ! to muszą byc świetne emocje i adrenalina, mam nadzieję że kiedyś uda mi się tego doświadczyć na własnej skórze ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! :) Ciekawy bieg, ciekawa trasa no i nagroda!
    Pyszne śniadanie, uwielbiam takie kanapki, do tego jogurt z truskawkami, pychotka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. gratuluję :) czasem jak czytam takie relacje jak Twoja, zaczyna mi brakować biegania, zawodów i emocji z tym związanych :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To gratulację. :D
    Aż nabrałam ochoty na takie kanapki. !

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję!
    Uwielbiam czytać Twoje relacje!

    OdpowiedzUsuń
  8. no,no,no-gratuluję!!
    A kanapeczki 1sza klasa, lubię różnorodność:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiedziałam! :D mega gratulacje, swietna relacja ^^ i moze zrob sobie poleczke na trofea i medale ;p ? i do tego kolorowe sniadanie ekstra

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze mnie to właśnie zastanawia, jak biegacze piją w trakcie biegu - ja bym się momentalnie pozalewała;d

    OdpowiedzUsuń
  11. takie akcje sa przeswietne! gratuluje! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. gratulacje ;*
    dżem brzoskwiniowy - jeden z moich ulubionych ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej, bardzo Ci gratuluję nagrody, ale i samego dystansu :)!
    Mam kilka pytań odnośnie Twoich treningów :). Jak długo się przygotowywałaś do pierwszego półmaratonu? Robiłaś to według jakiegoś konkretnego planu? Kiedy miałaś swój pierwszy start w półmaratonie :)?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Do pierwszego półmaratonu, który biegłam w marcu przygotowywałam się solidnie od stycznia. Przygotowywałam się z planem - mogę ci podesłać na maila :)
      http://truskawkowymuss.blogspot.com/2013/03/109-8-pomaraton-warszawski.html

      Usuń
  14. Jeju, zazdroszczę i gratuluję! Ja na razie biegam półmaratony po parku- za młoda jestem na prawdziwy start, praktycznie dopiero w przyszłym roku mogę startować w zawodach na 10 km.... eh.. Mam nadzieję, że jak już osiągnę te 18, to spotkamy się razem na starcie, może i tym królewskim na 42 km :)

    OdpowiedzUsuń
  15. kanapki mistrzowskie :))

    Ale się rozpisałaś! Bardzo zazdroszczę takiego fajnego biegu! :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...