Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 czerwca 2013

*188* Pożegnalne śniadanie


serniczki z patelni z masłem z nerkowców i sosem rabarbarowo - jabłkowym

Posta dodaję już z domu, przy otwartym oknie, bez słońca, na krok nie opuszczana przez mojego psa. Śniadanie zjedzone wspólnie z Niną, trochę w pośpiechu, bo zaspałyśmy. Zrobiłam serniczki, bo Nina nigdy ich nie jadła, nie była do nich przekonana. Mam nadzieję, że dzisiaj jej smakowały i sama kiedyś zrobi!
Już wiem, że pobyt w Kozienicach będę wspominsć jako super wakacje. Co prawda kilkudniowe, ale zawsze. I nie mówię tu tylko o biegach, ale o całej atmosferze, każdy dzień był wypełniony po brzegi, chyba nigdy się nie nudziłyśmy: mnóstwo spacerów, kajaki, koncert, imprezy biegowe, naturalne bieganie w środku  nocy po stadionie, wyprawa rowerowa nad Wisłę, pieczenie owsianych kuleczek, muffin i pizzy, śniadania, śmiech do utraty tchu, wspólna joga, przesiadywanie nad jeziorem, o! i okrążenie stadionu biegiem tyłem, też w środku nocy. Uwielbiam taki wypoczynek, uwielbiam ludzi, którzy też tak lubią spędzać czas, a z Niną tak właśnie było. Już wiem, że będę tęsknić.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

*186* Grand Prix Pionki - Z Biegiem Natury "Wiosna"


parówka sojowa, chleb/bułka z sałatką z sałaty, kukurydzy, koperku, papryki, pomidora i cukinii z dressingiem musztardowo-miodowym

Wiosna się kończy, ja mam wrażenie, że to lato, a wczoraj bieg na 5km część "Wiosna" w Pionkach w ramach "Z Biegiem Natury" Grand Prix Pionki. Znów biegłam z Niną :)
Biegło mi się fajnie, ale jestem delikatnie zawiedziona - czwarte miejsce (różnica czasowa między trzecim miejscem wynosiła 8 sekund...). Zawiedziona jestem głównie dlatego, że nie stanęłam bliżej linii startu, tylko mniej więcej w połowie uczestników. Nie pcham się nigdy na sam początek, skoro wiem, że tam stoją biegacze, którzy lecą na czas mniej lub około 20 minut i nie chcę im przeszkadzać - sama nie lubię, kiedy w mojej strefie czasowej stoją zawodnicy, którzy biegną wolniej. Tak było wczoraj. Chciałam mocno ruszyć, a potem biec swoim tempem nie przeszkadzając nikomu. Nic z tego. Ruszyłam bardzo wolno, ponieważ przede mną ustawiły się osoby, które wczoraj miały swój debiut w jakichkolwiek zawodach... Musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby wyprzedzić, a to nie było łatwe, bo biegliśmy po lesie, ścieżka była wąska i straciłam trochę czasu, żeby "uderzyć" w mocny bieg. Sytuacja wyklarowała się praktycznie już po pierwszym kilometrze, było luźniej, zdecydowanie więcej miejsca i udało mi się wyprzedzić sporą część osób, w tym te, które blokowały trasę wcześniej. Wiedziałam, że nie mam szans z pierwszą zawodniczką, była naprawdę dobra, ale cały czas zmniejszałam dystans do drugiej i trzeciej kobiety - w sumie straciłam do nich osiem sekund (o czym wspomniałam wcześniej), a przy 2.5km ta różnica wynosiła około minuty. Niestety nie udało mi się ich dogonić , bo... bieg się skończył. Meta, woda i boląca niemiłosiernie kostka. Czyli w OPEN czwarte miejsce, w kategorii wiekowej pierwsze. Chociaż tyle. Medalu nie ma, bo trzeba przebiec przynajmniej trzy Grand Prixy, żeby takowy dostać za kategorię wiekową. Nina jest trzecia, też świetnie sobie poradziła, poratowałam ją wodą na mecie, czekając i dopingując kolejnym zawodnikom.
Czuję niedosyt, czuję zawód, ale co za dużo to niezdrowo. W sobotę był puchar, w niedzielę biegłam zmęczona, więc wypadałoby, żeby inni też na podium stali, bo ciągle ci sami to nuda trochę, nie? ;)
Mam nadzieję, że uda mi się przebiec (i dotrzeć przede wszystkim) na resztę biegów (czyli jeszcze trzy - letni, jesienny i zimowy), wtedy będzie relacja ze zdjęciami z biegów :)

Co do samej organizacji biegu. Super! Był to debiut tego miasta w takich zawodach, pierwsza edycja, a poradzili sobie naprawdę dobrze. Ja, jak to ja, bałam się, że się zgubię, ale trasa była tak świetnie oznakowana (dla podkreślenia - to było po lesie!), że nie sposób było się pomylić. Trasa oznakowana co jeden kilometr, fajnymi, widocznymi z daleka tabliczkami, taśmy na drzewach, żeby nikt nie zboczył z trasy, mecie woda, pączki, wspólne sadzenie dębu, kiełbasa z ogniska i grochówka. A nawet gorąca herbata i kawa!

wtorek, 4 czerwca 2013

poniedziałek, 3 czerwca 2013

*179* i ponownie 24km


owsianka z brzoskwiniami i sosem rabarbarowym


Zapomniałam już jak wygląda mój las. Cichy, stary, szumiący. Z przebiegającą sarną w oddali i zającem trochę bliżej. Z przebijającymi się promieniami słońca przez wiekowe drzewa. Z ogromnymi kałużami, komarami i pokrzywami. Z zapomnianą ścieżką. W tym miejscu nie trzeba nic więcej. Tutaj wyjmuje się słuchawki z uszu i biegnie wolniej. Tutaj cieszy się chwilą i docenia piękno natury. Tutaj nawet psa woła się szeptem, żeby nie naruszyć patosu. W  takich to warunkach, a przynajmniej część czasu powstało 24km. Na nogach, w zgodzie z samą sobą. 

piątek, 31 maja 2013

środa, 29 maja 2013

*174*



kanapki z masłem, jajkiem sadzonym, zieloną cebulką, rzodkiewką, bazylią, pieprzem i solą


Wracam do treningów. Wczoraj prawie 13km ulubioną trasą. Nawet słońce mi sprzyja, bo zaczęło świecić podczas wieczornego biagania. Już w niedzielę zrobiłam 11km, ale nic nie pisałam, nie świętowałam, bo wiedziałam, że kostka może się jeszcze odezwać. Odzywa się jeszcze troszkę, ale tak cichutko, po 9km już jej nie czuję ;) Wkładam biegowe buty i uciekam do swojej rzeczywistości. Tęskniłam.Moją radość można porównać do dziecięcej, tej największej. Nie-biegowy czas starałam się pocieszać trenigami zastępczymi, ale nawet najcięższy i najbardziej wymagający trening nie da mi tej satysfakcji i endorfin, co bieganie. To już coś więcej niż pasja. 

niedziela, 26 maja 2013

*171*



śniadanie z mamą: jajecznica ze szczypiorkiem, kanapki z serkiem kanapkowym i pomidorem



Ulubione śniadanie mojej mamy, kochającej jajka, dzisiaj w moim wykonaniu. 

piątek, 17 maja 2013

poniedziałek, 13 maja 2013

*158*




śniadanie maturzystki part IV: kanapki z zapieczoną wędliną i serem; pomidor z zieloną cebulką; kawa z mlekiem 

wtorek, 7 maja 2013

*152*

wypasione śniadanie maturzystki: kanapki z masłem, serem żółtym, jajkami i zieloną cebulką, ogórek, zielony koktajl (który nie został wypity -> stres), ekstremalnie mocna kawa z mlekiem, 

sobota, 4 maja 2013

*149*


chleb litewski z pastą z awokado, jajkiem sadzonym i  gorzką czekoladą/ pastą z awokado i sałatką z fety, pomidora, ogórka, cebulki i oliwy z oliwek

czwartek, 2 maja 2013

*147*



owsianka z brzoskwiniami*, masą makową i orzeszkami ziemnymi

*brzoskwinie z zalewy, domowe

Maj miesiącem przełomów. Tych szkolnych (witajcie matury) i treningowych. Zwiększam ilość treningów biegowych z 5 na 6  w tygodniu.  Ten tydzień jest na próbę, zobaczymy jak wyjdzie. Prawdopodobnie piątek będzie niebiegowy. Wczoraj prawie 12km. Biegłam na tętno, nie  zerkałam na czas. Chyba wychodzi mi to  na  dobre, bo ten sam  dystans przebiegłam też we wtorek, a w środę udało mi się go pokonać o ponad 2  minuty szybciej. Biegam wieczorem, relaksacyjnie, nie są to treningi przygotowujące do zawodów, nie mam też (jeszcze) żadnego konkretnego planu treningowego, może zajmę się tym w połowie maja, po maturach. Tymczasem cieszę się z biegowych endorfin, odrywam choć na chwilę myśli od rzeczywistości i zajadam śniadanie na tarasie, w towarzystwie psa, bratków i wiatru we włosach. 

środa, 1 maja 2013

*146* Sportowe podsumowanie kwietnia

żeby powiększyć - kliknij
W kwietniu liczyłam na więcej kilometrów przebytych biegiem, ale wyszło ich mniej w porównaniu z marcem czy z styczniem (dokładnie 6km mniej). Luty był zupełną biegową porażką, ale nie o lutym mowa, a o kwietniu. Biegiem pokonałam 240km co zajęło mi 20 godzin i 16 minut. Nadrobiłam rowerem, wypedałowałam 269km. Co łącznie z bieganiem daje ponad 500km. Chodziłam przez prawie 8 godzin, robiąc prawie 40km. Aerobik uprawiałam przez 10 godzin, tańczyłam przez 4 godziny, treningi siłowe to 3 godziny, joga 2 godziny.
Kwiecień to dwie imprezy biegowe, w których brałam udział. Orlen Warsaw Marathon - bieg na 10km i 5. Bieg dookoła zoo




placki cukiniowe z jabłkiem i syropem klonowym; kawa z mlekiem

niedziela, 28 kwietnia 2013

*143* Bieg dookoła zoo






Bieg dookoła zoo w Warszawie, to fajna, kameralna rodzinna impreza. Było symaptycznie, pozdrawiam Kasię,  którą się wzajemnie motywoałyśmy  na trasie. A to wbrew marnym 10km było potrzebne wczoraj. Znalazł się nawet podbieg (i to x3). Pogoda była okropna podczas biegu. Było bardzo duszno, parno. Od 7 rano nie miałam łyka wody w ustach, bo liczyłam na to (ach, ten mój optymizm), że w 'miasteczku biegacza' (kawałek parku praskiego z muszlą koncertową) na pewno woda będzie i zdążę się napić przed biegiem. Nic z tego. Zostałam uprzejmie poinformowana przez wolontariuszki, że woda dopiero na mecie. Pomyślałam "trudno, przeżyję. To tylko 10 km". Przeżyłam, ale ciężko było. Na 5km zakręciło mi się w głowie, zwolniłam. Obrałam tempo 5:10min/km, bo przy szybszym powracały nudności i ból głowy. Nie  było punktu z wodą i chociaż nigdy nie korzystam, teraz zrobiłabym to z wdzięcznością. 
W zoo były znudzone lamy, nie zwracające najmniejszej uwagi na biegnących, wilk leśny wyglądający jak przerośnięty lis (a może to był lis leśny?). Były żubry, jakieś ptaki. Szkoda, że biegliśmy tylko przez jedną ulicę w zoo i nie było żadnych zwierząt, które szczególnie bym chciała zobaczyć (w którejś z edycji biegu na spacer ze swoją opiekunką wyszła tygrycica, to dopiero musiało być fajne!). Do tego wszelkie opary unoszące się z pieczonych gofrów, waty cukrowej, etc, wcale nie ułatwiały biegu, w tym momencie ten zapach nie zachęcał do zajadania się, wręcz  przeciwnie. Na trasie byli bębniarze, super grali, dodawali wiatru w nogach. Byli przebierańcy - widziałam motyle, kota, żyrafę. Dopingowały nas też dzieciaki (które też miały swój bieg). Fajnie się przybija piątki takim maluchom. Na mecie marzyłam jedynie o łyku wody, którą dostałam gazowaną (o zgrozo). Dostaliśmy fajne medale z ryczącym gorylem (na początku myślałam, że to lew i nie tylko ja się na to nabrałam). Po biegu były jabłka, sałatki Fit&Easy, dobra kawa.
Sałatka po biegu: mix sałat, szynka, pomidorki koktajlowe, słonecznik,
oliwa z oliwek, mozzarella; chleb chrupki
W pakiecie startowym były fajne, zielone koszulki ze zwierzętami. Szkoda, że w sobotę  rano, kiedy odbierałam pakiet nie było już damskich - musiałam zadowolić się męską S, która robi mi za piżamę (tutaj małe rozczarowanie, zważywszy, że start w  biegu kosztował 80 zł! - uf, jak dobrze, że wygrałam ten pakiet).
Poczekałam na bieg dzieci, krzyczałam w niebogłosy dopingując maluchy. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie przedszkolaki, pędzące ile sił w nogach (niektóre nawet z rodzicami za rękę;)), dumne z siebie na mecie.
Wspominam miło, bezskutecznie szukam zdjęć (na stronie biegu nic o nich nie wiadomo, a byli fotografowie). 
Mój czas: 52:56 (349/843 w klasyfikacji generalnej, 46 m-sce w klasyfikacji kobiet). 




opieczona grahamka z masłem, jajecznicą, szczypiorkiem, solą morską i pieprzem/ masłem, ogórkiem, solą morską i pieprzem.

piątek, 19 kwietnia 2013

*134*



post-run: opieczony chleb graham z awokado, sokiem z cytryny, pieprzem i jajkiem sadzonym z ziołami; pomidor z  zieloną cebulką; mrożona bananowa kawa




Nie dodaję zdjęć tego, co zjadam przed bieganiem, bo zwykle to to samo - kromka chleba pełnoziarnistego z dżemem albo miodem. Serki wiejskie, jogurty nie sprawdzają się u mnie przed treningiem, dlatego zawsze jest to coś zbożowego. 
Czuję już lato, wyciągnęłam rower i używam go zamiennie z biegowymi butami. Robię bananową kawę mrożoną - nowy hit mojego podniebienia. Wrzuciłam całego banana, mleko i wodę w proporcjach pół na pół, dwie łyżeczki rozpuszczalnej kawy i zmiksowałam wszystko. Piany było tyle, że wystawała poza szklankę, ale po paru minutach opadła. Niemniej, kawa idealna, bez sztucznych dosładzaczy, z wyczuwalnym bananem i ten zapach!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...